poniedziałek, 3 sierpnia 2020

Zarząd cz. 4


-Pobrać -odparła chórem Paulina z Dąbrowską?
-Dobrze słyszałyście -odparł im Marek, przyciągając Ulę do siebie. —Za parę tygodni w Rysiowie odbędzie się weselisko, jakiego Rysiów nie widział. 
-Marek, ale … -zaczęła Ula
-Ula wiem, że nie tak powinny wyglądać oświadczyny Ula, ale niedługo wszystko będzie, jak należy. Będą kwiaty, pierścionek, małe przyjęcie.
-Nie o to chodzi -próbowała coś ponownie powiedzieć.
-Nawet ona uważa to za nonsens -rzekła Paulina. —Robisz z siebie wariata.
-Marek mnie zaskoczył. To chciałam powiedzieć, a nie że to nonsens -odparła jej Ula.
-Teraz wielka pani będzie z ciebie -odezwała się Dąbrowska.
-Teraz to chciałabym porozmawiać z Markiem sam na sam? -odezwała się stanowczo Ula. —Mogą panie zostawić nas samych -dodała, otwierając im drzwi.
-A mój rozpuszczalnik? -zapytała Dąbrowska o cel swojej wizyty.
-Stoi w korytarzu przy drzwiach. Wychodząc zabierze pani.
Zarówno Paulina, jak i Dąbrowska ochoty na opuszczanie kuchni Cieplaków nie miały, ale Ula stała demonstracyjnie przy drzwiach i czekała aż wyjdą i będzie mogła zamknąć za nimi drzwi.
-Możesz mi wytłumaczyć, co to wszystko znaczy? -zapytała, kiedy zostali już sami. —Za pół godziny cały Rysiów będzie o tym mówił.
-Ula nie mogłem inaczej postąpić. Paula od najgorszych zaczęła się przezywać.
-Bardzo honorowe Marek. I co mam teraz ci podziękować? Pomyślałeś co teraz? Jak wytłumaczysz się przed ojcem.
-Ula przecież taki mieliśmy plan. Po zarządzie mieliśmy przestać ukrywać się.
-Nie rób ze mnie głupią. Powiedziałeś o ślubie, bo Dąbrowska była i chciałeś od zniesławienia mnie uchronić. Nawet ani razu nie powiedziałeś, że mnie kochasz.
-Nie jestem wylewny w uczuciach.
-Jedne kocham cię, nie jest wylewne.
-Ula słowa nie są najważniejsze w związku. Pauli mówiłem, że ją kocham, a tak nie było. Ślub w naszej sytuacji jest najlepszym wyjściem.
-Nie Marek. Nie będzie żadnego ślubu -mówiła z bólem w sercu.
-Ula myślałem, że chcesz.
-Bo chcę, ale nie z takich powodów. Ślub bierze się z miłości, a ty mnie nie kochasz.  Lepiej będzie, jak pojedziesz już -dodała, powstrzymując łzy. —Sama chcę zostać i pomyśleć.
Do Warszawy Marek wracał z mieszanymi uczuciami. Odmowa Uli nawet zabolała go, ale i musiał przyznać rację Uli, bo nigdy o miłości nie wspomniał i oświadczył się jej z powodów dokładnie, o których mówiła Ula.  W połowie drogi do Warszawy zadzwonił do Sebastiana i umówił na spotkanie.
Do klubu dotarł, gdy Seba już siedział przy barze i popijał drinka. Dosiadł się i poprosił o to samo.


-Opowiadaj Marek. Co się takiego stało w Rysiowie. Paula zrobiła jej hałas na całą okolicę.
-Nie. Tylko przy jednej sąsiadce zepsuła jej reputację. To była matka Bartka i największa plotkara w Rysiowie. Ratując sytuację powiedziałem przy niej i Pauli, że zamierzamy się pobrać z Ulą.
-Co zrobiłeś? -zapytał Olszański, dławiąc się trunkiem.
-Powiedziałem, że się pobieramy, ale Ula, gdy byliśmy już sami, dała mi kosza.
-Co zrobiła? -spytał z jeszcze większym zdziwieniem. —Przecież tylko czekała aż rzucisz Paulę i z nią się zwiążesz.
-Sam się dziwię Seba -stwierdził smętnie.
-Dlaczego mówisz o tym głosem, jakby było ci przykro? -pytał podejrzliwie.
-Bo chyba jest Seba -odparł cicho.
- Nie wierzę Marek. Nie wierzę.  
Ula tymczasem postanowiła wyjechać i odpocząć z dala od Marka i firmy. Wypisała sobie trzy dni urlopu i wysłała go pocztą elektroniczną. Miejsce na wypoczynek wybrała sobie Mazury i pensjonat, do którego jeździli jeszcze na wakacje za życia jej mama, a później w czasach liceum i studiów dorabiała tam w czasie wakacji. Zanim skończyła się pakować, to do domu wrócił Józef. Spotkał po drodze Dąbrowską i rozmowa na temat wizyty Pauli i Marka była nieunikniona.
-Taka niespodzianka córciu -rzekł od drzwi. —Tak szczerze to wątpiłem, że będzie stać pana Marka na rozstanie z narzeczoną i na związanie się z tobą. Bałem się, że będziesz cierpieć z jego powodu.
–Tato nie rozpędzaj się, bo nie zgodziłam się na ślub -oznajmiła spokojnie i spoglądając na ojca przelotnie. —Kocham go, ale on nie jest stały w uczuciach. Ona nawet nie zna uczuć miłości.
-To po co mówił o ślubie? Tylko kłopoty sprowadzi na nas.  Dąbrowska zdążyła już rozpowiedzieć po mieszkańcach Rysiowa. Pawłowski gratulował mi, zanim Dąbrowska mnie dopadła. Teraz rozmawia z panią Kupczyk -mówił, patrząc przez okno. 


-Od mówienia o ślubie do ślubu daleka droga. Zapomną. 
-Rysiów to nie Warszawa córciu i tak łatwo ludzie nie zapominają pewnych spraw.
-To powiemy, że się rozmyśliłam tato. Teraz wyjeżdżam do Starych Jabłonek. Dzwoniłam już do pani Piątek i ma wolny pokój.  Wrócę we wtorek wieczorem. Do tego czasu ludzie przestaną pytać. A na wypadek pytań mów, że to sprawa moja i Marka.

Bez rozmowy z rodzicami u Marka się nie obyło. Po pracy pojechał do szpitala do ojca, bo i tam mógł zastać matkę. Paula oczywiście zdążyła już podzielić się nowinami i chcieli dowiedzieć się, czy to prawda.
-Rano obiecałeś mi, że zastanowisz się nad odwołanym ślubem z Paulinką, a ty nie tylko nie zastanowiłeś się, ale planujesz z inną się związać -mówiła rodzicielka. —Ojcu ciśnienie od razu podskoczyło.
-Nie z tego powodu Heleno -odparł Krzysztof. —Paulina mnie zdenerwowała swoją natarczywością i przebiegłością. Wymagać od nas, aby za karę wydziedziczyć Marka i dać mu do zrozumienia, że rozczarował nas, było ciosem.
-Powiedziała to wszystko? -pytał z niedowierzaniem Marek.
-Mniej więcej przytoczyłem jej słowa -mówił Krzysztof. —Prosiła nas jeszcze, abyśmy wybili ci z głowy ten ślub z panią Ulą. 
-Cała Paulina. Jak tylko wyszła od Uli wiedziałem, że pójdzie się poskarżyć. Liczyłem, tylko że będzie rozmawiać tylko z mamą, a ona nawet nie potrafiła uszanować faktu, że leżysz w szpitalu. Mnie jeszcze oskarżała, że ja to chcę dodać ci utrapień odwołanym ślubem.
-Sporo odwagi wykazałeś Marek odwołując ślub -mówił z pochwałą ojciec.
-Akceptujesz jego wybór? -odezwała się z rozczarowaniem Dobrzańska.
-Heleno, skoro nie kocha Pauliny, to nie ma sensu, aby żenił się z nią. Lepiej jak poślubi kogoś, kogo kocha. Ja nie będę go przekonywał do ślubu z Pauliną. Chcę, żeby był szczęśliwy, a Ula najwidoczniej uszczęśliwi go.
-Dziękuję tato -odparł z ulgą.  —Twoje słowa wiele znaczą.
-Zmieniłeś się -mówił z uśmiechem. —Jeszcze niedawno nie zainteresowałbyś się dziewczyną taką jak Ula. Zawsze otaczały cię piękne kobiety.
-Wiem tato, ale po raz pierwszy popatrzyłem na charakter, a ten Ula ma bez skazy.
 Po wyjściu ze szpitala jeszcze raz przeanalizował rozmowę z ojcem i było mu głupio. W pewnej części okłamywał ojca, bo przecież uczucia do Uli nie były jeszcze sprecyzowane, a o ślubie powiedział, aby uchronić ją od ludzkiego gadania. Jeszcze tego samego dnia próbował dodzwonić się do Uli, ale wyłączyła telefon na całe popołudnie i wieczór.
O wyjeździe jej dowiedział się następnego dnia. Najpierw Sebastian powiedział mu o urlopie a później, gdy zadzwonił do Uli sama mu powiedziała.
- Tak będzie najlepiej Marek. Sprawy z Febo uspokoją się. Zresztą potrzebuję odpocząć.
-Ok. Ula, ale weekend ci nie wystarczy? W poniedziałek ważny dzień. Pierwszy bez Aleksa i Pauli we firmie. Moglibyśmy pójść gdzieś i świętować.
-Weź Sebastiana Marek. I nie nalegaj. Wrócę za pięć dni. W pracy zastąpi mnie Adam a ty jakby, co dzwoń.
-Czyli mogę dzwonić? Wczoraj cały czas miałaś wyłączony telefon.
-Możesz. Wczoraj potrzebowałam trochę samotności i po przyjechaniu do Starych Jabłonek wyłączyłam telefon i poszłam spać.
-Chociaż tyle Ula. Musimy porozmawiać o wczorajszym dniu.
-Marek, ale nie teraz i nie przez telefon. Jak wrócę pomyślimy, co zrobimy z tym szkopułem.  


Z efektu rozmowy z Ulą zadowolony do końca nie był, ale przynajmniej wiedział, gdzie jest. Wpisał w wyszukiwarkę Stare Jabłonki i określił, o którym miejscu wspomniała Ula. 
W czasie lunchu spotkał się z przyjacielem.
-Teraz jak brzydula wyjechała, będzie okazja wycofać się z tych oświadczyn Marek.
-Ula wyjechała Seba -wrzasnął mu wprost do ucha. —Ile razy mam ci przypominać, że ma imię.
-Teraz jak ogłuchnę, to zapamiętam na pewno. I o co się wściekasz?  Że nazwałem ją brzydulą, że wyjechała czy dała ci kosza.
-Na siebie, że dałem namówić ci się na twoje głupie pomysły z uwodzeniem Uli. Miałbym teraz spokój.
-Marek nie narzekaj. Źle nie jest. Aleksa dni we firmie są policzone, a ty wyjdziesz obronną ręką z całej sytuacji. Jeszcze podziękujesz mi za ten plan.  Zobaczysz.
-Albo i nie Seba.

Po pracy pojechał po ojca do szpitala. Ciśnienie ustabilizowało się i mógł wyjść ze szpitala. Helena w tym czasie czekała na nich w domu z obiadem. Jazda do posiadłości Dobrzańskich była dobrą okazją, aby porozmawiać na tematy firmy.
-Jest bardzo źle, czy tylko źle Marek? -pytał senior.
-Ula robiła wszystko, aby bardzo źle nie było tato -zaczął wyjaśniać. —Znalazła sposób na przetrwanie najgorszego okresu firmy -dodał głosem dziecka przyznającego się do winy.
-To był gorszy okres od teraz?
-Pod koniec roku wpadłem w tarapaty, ale z pomocą Uli udało się wyjść z kryzysu. Ona i Maciek jej przyjaciel mają firmę, która powstała dzięki nam. Nazywa się PRO-es i zajmują się sprzedażą dawnych kolekcji. Dałem Uli te kolekcje w zamian za kredyt, który wzięła dla mnie, to znaczy na swoją firmę, aby podreperować budżetu na kolekcje Sportiwo.
-Czy ja dobrze zrozumiałem? Firma miała kłopoty i zadłużyłeś firmę Marek?
-Ale wychodzimy na prostą i spłacamy systematycznie Ulę.
-Na ile?
-Na osiemset tysięcy.  
-Najpierw Aleks a teraz ty -mówił z niezadowoleniem. —Czy wy młodzi nie możecie bez kłopotów obejść się? Powinieneś ze mną najpierw porozmawiać, a nie załatwiać sprawy z asystentką.
-Chciałem udowodnić, że daję radę zarządzać firmą tato. Poza tym Aleks tylko czekał na moje potknięcie, aby pozbyć mnie stanowiska.
-Mam tylko nadzieję, że pani Urszula nie puści nas z torbami Marek -mówił z obawami.
-Zapewniam cię tato, że Ula jest najuczciwszą osobą, jaką znam i nie zaszkodzi firmie -odparł uspokajająco.
-Dobrze by było spotkać się w naszym gronie i porozmawiać. Już bez Aleksa.
-Teraz wyjechała, ale zadzwonię i umówię nas na środę. Ma urlop do wtorku.
O oddaniu weksli Uli wolał nie mówić ojcu, aby ponownie nie trafił do szpitala.
Wieczorem zadzwonił do Uli i opowiedział o rozmowie z ojcem i uprzedził, że o oddaniu weksli nic mu nie mówił. Kiedy zasnął, śniła się mu Ula w pięknej sukni ślubnej w towarzystwie, jakiegoś nieznanego mu mężczyzny. On również występował we śnie, ale był księdzem. 


piątek, 24 lipca 2020

Zarząd cz. 3

Po wyjściu Dobrzańskiej Marek zadzwonił do Uli z nieoczekiwaną propozycją. Rozmowa z matką oraz poprzedniego dnia z Pauliną były wystarczającym powodem do podjęcia takiej decyzji. Znał swoją byłą narzeczoną i wiedział, że po tym co powiedział jej wieczorem, spotkanie z Ulą może źle się skończyć.
-Część Ula. Wyjechałaś już, bo lepiej byłoby, gdybyś nie pojawiła się dzisiaj we firmie? Obawiam się, że Paula może zgotować ci piekło na ziemi.
-Ona ciągle obwinia mnie o zasłabnięcie twojego ojca?
-Nie o ojca chodzi Ula. Wczoraj powiedziałem jej, że ślubu nie będzie i że nasz wyjazd tak służbowy, jak myśli nie był.
-Naprawdę Marek? Odważyłeś się w końcu?
-Tak Ula i dlatego powinnaś zostać dzisiaj w domu. Albo wziąć trzy dni wolnego i wrócić do pracy w poniedziałek. Do tej pory powinno wszystko się uspokoić. Również z tym, co ojciec odkrył. Rozmawiałem z ojcem rano i chce sprawę załatwić w niedzielę przy obiedzie. Kto wie czy w poniedziałek oboje Febo nie będą już mieli wstępu do firmy. Tobie przywiozę laptopa i będziesz pracować zdanie na wypadek czegoś ważnego.
-Nie przesadzasz z tą ostrożnością -pytała . — Paula nie zrobiłaby awantury na całą firmę, bo musiałaby się przyznać, że rzuciłeś ją dla mnie.
-Ula wiem, co mówię. W ataku szału nie myśli rozsądnie.
-Skoro uważasz, że tak będzie bezpieczniej, to zostanę w domu.
-Będę u ciebie za jakieś dwie godziny z laptopem. Jakieś dokumenty przywieź ci również?
-Sprawozdania finansowe z dwóch ostatnich pokazów. Zadzwonię do Doroty i powiem co konkretnie. Powiem jej jeszcze, że Betti źle się czuje i muszę z nią zostać w domu. Nie będzie taka podejrzana moja nieobecność.
-OK. Będę się trzymał twojej wersji Ula.
Po rozłączeniu się z Markiem wróciła myślami do tego, co powiedział o odwołaniu ślubu. Tyle czasu czekała, aby usłyszeć te słowa i teraz gdy ziściły się, zdała sobie sprawę, że Marek nigdy nie powiedział jej, że ją kocha.
Nie nadaję się do życia bez miłości. Ale bez Marka również nie. Dlaczego uczucia muszą być tak skomplikowane? Z jego dotychczasowym prowadzeniem się nie mogę być nawet pewna wierności i w związku z nim. Nie jestem nawet pewna czy mówi mi prawdę, o tym jak doskonale czuje się ze mną w łóżku. Sama też nie chciałabym, aby widział we mnie tylko fascynację erotyczną, ale i poczuł coś znacznie więcej.  Taka fascynacja do niczego nie prowadzi. Jak szybko zrodziła się, tak szybko może odejść.


Kiedy Marek przyjechał do firmy, okazało się, że jego przypuszczenia nie okazały się bezpodstawne, bo Paulina szukała Uli. Od Doroty obecnej sekretarki Uli dowiedziała się, że w pracy dzisiaj jej nie będzie, bo musi zająć się siostrą. To jej nie powstrzymało od rozmowy z Cieplak. W zdobyciu adresu pomocna okazała się Wioletta i powiedziała jej, gdzie dokładnie mieszka Ula. Marek miał już dzwonić do Uli i uprzedzić o nowych okolicznościach, kiedy dopadł go Sebastian przed firmą.


-Marek możesz powiedzieć mi, co się dzieje? Paulina niedawno zrobiła mi hałas, że niby ja cię namówiłem do odwołania ślubu.  I o co chodzi z tym ślubem? Nie zrozumiałem jej, tak krzyczała. Chcesz odwołać czy co?
-Dobrze zrozumiałeś. Nie zamierzam żenić się z Paulą.
-Zwariowałeś -zaczął krzyczeć i on. —Przecież to twój koniec. Na szczęście uspokoiłem ją i powiedziałem, że z brzydulą to nic ważnego.  
-Ulą Seba Ulą. Kiedy zaczniesz mówić jej po imieniu. I co konkretnie powiedziałeś Pauli.
-Że z brzy Ulą to takie twoje zabezpieczenie interesów i weksli firmy. Jak mówiłem nic ważnego. A mówiłeś o odwołaniu ślub, bo strach cię obleciał.
-To właśnie jeszcze bardziej mnie pogrążyłeś Seba -odparł pesymistycznie. —Oni nic nie wiedzieli o wekslach.
-Przecież na radzie wszystko wyszło. Twój ojciec zasłabł, a Aleks taki zadowolony wyszedł.
-Seba nie wiesz, co zaszło na zarządzie, to nie zabieraj głosu.  Powiedziałeś właśnie Pauli prawdę. Ona wybiera się do Rysiowa i może być zdolna do najgorszego.
Nie tracąc dłużej czasu, Marek zadzwonił do Uli, ale nie odbierała. Szybko powziął decyzję i pojechał do Rysiowa. W połowie drogi wyprzedził jedną z taksówek. W tyle siedział jeden pasażer i wydawało się mu, że była to Paulina.
Do Rysiowa swoim Lexusem i brawurową jazdą dojechał bardzo szybko. Ulę spotkał przy furtce, gdy wracała ze sklepu.


-Ulka Paula chyba tu jedzie -zaczął, jak tylko wyskoczył z samochodu. —Szukała cię w pracy, wypytywała koleżanki. W końcu od Wioli dostała adres. A mijałem taksówkę. Paula chyba w niej siedziała.
-Teraz zaczynam się bać Marek.
-Jestem przy tobie i nie pozwolę, żeby coś ci zrobiła.
-Chodźmy lepiej do domu. Paulina jeszcze zacznie na ulicy robić hałas. Dobrze, że ojca nie ma. Ani Betti i Jasia. Dąbrowska -dodała, patrząc na sąsiadkę zmierzającą w ich stronę. —Jej tu jeszcze brakowało.
-To rodzina Bartka czy zbieg nazwisk? -pytał Marek, spoglądając na pulchną kobietę z puszką farby w jednej ręce i z pędzlem w drugiej.
-Jego matka i największa plotkara w okolicy -mówiła cicho. —Jak usłyszy Paulinę i nas kłócących się, to jutro będzie wiedzieć cała okolica w wersji mocno naciągniętej.
-Może lepiej będzie, jak szybko się stąd odjedziemy Ula. Unikniemy spotkania z Paulą i awantury.
-Lepiej nie Marek. Dąbrowska będzie kończyć malować płot przy naszym i jeszcze zacznie z Pauliną rozmawiać. A ona nawet od umarłego wszystko wyciągnie. Przy odrobinie szczęścia Paula od razu skieruje się do domu i nie będą rozmawiały.
-Ula ty w domu o tej porze? -zagadnęła tymczasem Dąbrowską.
-Tak się złożyło, że muszę popracować przez kilka dni w domu.  Czuję się przeziębiona.
-A pana znam -mówiła, patrząc na Dobrzańskiego. —To pan pobił Bartusia -wybuchła. —Tak wykształcony, a bandyta.
-To pani syn rzucił się na mnie pierwszy to po pierwsze. Po drugie broniłem Uli, bo był natarczywy. Po trzecie pani syn próbował wyłudzić ode mnie pieniądze w zamian za informacje o samochodzie, który jak sądzę sam zwinął. To kto jest tu bandytą?
-Obraża mnie pan i to pod moim własnym domem -mówiła wzburzona.
-Pod domem Uli jak już.
-My musimy iść popracować, pani Dąbrowska, a pani powinna w końcu dokończyć malować płot -przerwała im Ula. —Przy naszym wygląda opłakanie.

W domu Ula nastawiła czajnik na kawę i zaczęła rozpakowywać zakupy. Zdążyła jednak wyjąć tylko chleb, gdy Marek przylgnął do jej ust. Pocałunek delikatny nie był, tylko długi i namiętny.



-Od dwóch dni czekałem, aż będziemy sami Ula -wymamrotał, przerywając na chwilę pocałunek.
-Może lepiej będzie, jak opowiesz mi, o tym czego dowiedział się twój ojciec.
-Mamy czas Ula. Są milsze rzeczy do robienia.
Przez kolejne sekundy oddawali się tej przyjemność i dopiero gwizdek czajnika przywrócił ich na ziemię.
Kiedy ostatni zakupiony produkt przez Ulę został wypakowany, a kawa była już na stole, pod dom Uli podjechała taksówka z Pauliną. Ona i Marek przez okno dokładnie widzieli jej przyjazd i jak mówi coś do kierowcy. Ich pobożne życzenie uniknięcia rozmowy Pauli z Dąbrowską również nie spełniło się, bo jak tylko Febo wyszła z taksówki, obok niej pojawiła się Dąbrowska.
-Pani do Uli?
-Tak -odparła, patrząc głównie na dom Cieplaków. —Pani jest z rodziny Cieplaków?
-Nie. Tylko sąsiadką, ale jak rodzina. Po śmierci pani Cieplakowej pomagałam jak mogłam, a teraz nie mam odwdzięczenia. A pani kim jest? Niedawno przyjechał do Uli właśnie ten jej szef.
-Paulina Febo. Narzeczona jej szefa. I wiem, że Marek tu jest, bo stoi jego samochód -odparła, odchodząc szybko, bo na rozmowę z jakąś wiejską kobieciną czasu nie zamierzała marnować.
-Źle pani wybrała. Ten pani narzeczony pobił mi syna, tylko dlatego że odezwał się do Uli. Od bandytów i złodziei go wyzywał.
-Pamięta pani, kiedy to było? -zainteresowała się i chęć szybkiego odejścia jej minęła.
-W Walentynki.  Trudno nie zapamiętać. Przyjechała policja i zakuli Bartusia w kajdanki jak jakiegoś groźnego przestępcę.
Przypomnieć sobie ten dzień Paulinie trudno nie było, bo czekała na niego we walentynki. Później myślała, że bił się o nią z Lwem, a teraz okazało się, że pobił się z jakimś Bartkiem o brzydulę.
-Dziękuję. Pomogła mi pani -odparł i poszła w stronę drzwi.
-Nie ma za co. Pójdę z panią, bo Józuś ojciec Uli miał dać mi rozpuszczalnik.

Chwilę później obie pojawiły się w korytarzyku. Febo nie zamierzała czekać, z tym po co tu przyjechała. Nawet obecność sąsiadki jej nie powstrzymywało. Była jej na rękę, bo mogła skompromitować Ulę przed sąsiadami.


-Paula mogę wiedzieć, co tu robisz? -spytał spokojnie Marek.
-Nie do ciebie przyjechałam tylko do tej …
-Licz się ze słowami Paula i nawet nie kończ -wtrącił ostro Marek.
-A pani co chciała? -zapytała Ula Dąbrowską.
-Rozpuszczalnik. Józek obiecał mi dać.
-A ona liczyła się z moimi uczuciami? -kontynuowała Febo. —Złodziejka narzeczonych -rzuciła do Cieplak. —Wlazłaś mu do łóżka.
-Mogłabyś poczekać, aż będziemy sami -odparł jej Marek.
-Niech wiedzą, jaka to cicha woda jest z ich sąsiadki -mówiła triumfalnie Febo.
-Ula nie jest niczemu winna Paula.
-Marek sama mogę obronić się -wtrąciła Ula, nie zważając już na Dąbrowską. —Gdyby Marek był z panią szczęśliwy, nie zdradzałby pani tyle czasu. Swoim egoizmem doprowadziła pani do rozpadu swojego związku.
-Nie masz wstydu i jeszcze masz czelność pyskować i mówić mi o moim zachowaniu. Upadłaś do poziomu modelek, sekretarek i panienek z klubu na jedną noc. Może myślałaś, że Marek na serio zainteresował się tobą?
-Nasze progi za niskie były i chciałaś wyżej wejść -odezwała się Dąbrowska. —Bartuś dobrze zrobił zostawiając ciebie. 
-Pani już podziękujemy -odparł jej Marek, widząc łzy w oczach Uli. —Nie jest pani z rodziny i nie ma nic do powiedzenia w tym temacie.
-A mam? Gdzie ona teraz męża znajdzie? -pytała.  —I co jej ojciec na to powie. Tak się sponiewierać.
-Ja i Ula zamierzamy się wkrótce pobrać, więc ta rozmowa i wyzwiska nie mają sensu -oznajmił im nieoczekiwanie.  —Tak Paulino, dobrze słyszałaś -zwrócił się do zszokowanej Febo. 




Ula zostanie panią Dobrzańska, a nie ty. A pani może rozpowiedzieć po sąsiadach o rychłym ślubie Uli -dodał do Dąbrowskiej.