piątek, 23 października 2020

Wyprawa cz.1 -mini o Uli i Marku.


 

-Marek czas zmienić i lokal, i teren -rzekł Sebastian do przyjaciela w czasie pobytu w Klubie 69. —Tu nas panny znają.  Jeśli nie osobiście to z widzenia albo rozmów. Nie nabierają się na czułe słówka.

-To, co proponujesz Seba?

-Dzisiaj już późno i nie warto, ale jutro sobota i możemy zorganizować wypad za miasto.

-Chcesz jechać na jakąś potańcówkę w remizie? -pytał Dobrzański zniechęcony pomysłem Olszańskiego. -I mam panienkę do samochodu zaciągnąć?

-Kto powiedział o remizie. Możemy pojechać do Pruszkowa. Jest tam fajny klub podobny do naszego. Nawet nie będziemy musieli wracać do Warszawy, tylko przekimamy w mieszkaniu po babci. Dwieście metrów od klubu. Korzystaj, póki nie ma Pauli w Polsce.

-Zamierzam Seba. Zamierzam wykorzystać każdą godzinę wolności.

Obaj od godziny bawili w klubie, ale żadna dziewczyna na dłużej przy nich nie zabawiła. Niektóre nawet omijały szerokim łukiem. Jeszcze niedawno było całkiem inaczej i po kilku minutach w klubie mieli towarzystwo dwóch dziewczyn. Zazwyczaj była to brunetka dla Marka i blondynka dla Sebastiana. Nigdy jednak nie wybrzydzali i jeśli trafiły się dwie blondynki, szatynki, brunetki lub rude nie zniechęcało ich do bliższej znajomości. Znajomość ta miała najczęściej finał w pokoju hotelowym albo w mieszkaniu Seby, który miał u siebie dwie sypialnie z dużymi łóżkami.

 

Do Pruszkowa pojechali po pracy. Przed pójściem do klubu pojechali do mieszkania po babci Olszańskiego zanieść swoje bagaże, bo postanowili zostać do poniedziałku rano.

-Tu masz klucze zapasowe Marek. Jakby ci się coś trafiło, to bierzesz małą sypialnię.

Po dwudziestej podjechali pod klub Akron. Z zewnątrz wyglądał całkiem przyzwoicie i widzieli sporo wchodzących i wychodzących dziewczyn. Kiedy weszli do środka, skierowali się z przyzwyczajenia do bufetu, bo był z niego widok na salę i bawiące się osoby. Dziewczyny, a przynajmniej te w Warszawie, również podchodził z nadzieją, że ktoś postawi im drinka.

-Przyjemnie nie Marek. Dziewczyny również całkiem, całkiem. Masz jakąś na celowniku?

-Jeszcze żadna nie wpadła mi w oko.

-Tam jakaś siedzi -pokazał na dziewczynę z długimi ciemnymi włosami. —Brzydka nie jest.

-I jakiś facet przyniósł jej drinka.

-Cześć -zagadnęła do nich jakaś dziewczyna z uwieszoną na jej ramieniu inną dziewczyną. Ta pierwsza miała krótkie czarne włosy, a druga była posiadaczką długich i rudych. Obie miały jeszcze inne atuty urody preferowane przez Sebę, czyli cycki i długie nogi. Teraz oba plusy były wyeksponowane mini spódniczką i obcisłą bluzeczką. —Nigdy nie widzieliśmy was tutaj, a takich ciach trudno nie zauważyć.

-Cześć -odparł Sebastian. —Marek, Sebastian -przedstawił.

-Lidka, Karolina -odparła dziewczyna z rudymi długimi włosami. —To, skąd się wzięliście?

-Z Warszawy -odparł Olszański. —Może drinka?

-Z chęcią -odparła Lidka, siadając obok Olszańskiego, a Karolina z drugiej strony obok Marka.

 

Tymczasem pierwsza dziewczyna zainteresowania Marka i Sebastiana tak dobrze się nie bawiła, jak inne osoby. Przyjechała tu ze swoim chłopakiem Bartkiem i trzema innymi osobami.  Choć ona wolała pójść na potańcówkę do remizy w ich miejscowości Rysiów. Została, jednakże przegłosowana i przyjechali tutaj. Głównie Bartkowi zależało na przyjeździe do Pruszkowa. Bartek również ostatnio stał się nachalny i chciał pójść z nią do łóżka, a ona nie była do tego przekonana. Byli parą od dwóch miesięcy i niedawno skończyła osiemnaście lat.  Dlatego uważała, że ma jeszcze czas. Nawet tego wieczoru mówił, że kumpel ma tu jakieś lokum i mogę skorzystać z wolnej chaty.

-Nie Bartek. Mogę wyobrazić sobie tę chatę. Brudne łóżko i szybki numerek. Za kogo mnie masz?

-Możemy iść do hotelu. Tylko co obsługa pomyśli.

-Dlaczego zależy ci tak mocno na pójściu ze mną do łóżka Bartek? Trzeba było zostać przy Darii. Ona nie ma w tych sprawach skrupułów.

-Zdradziła mnie, a o nas plotkują.

-Możesz przynieść mi coś do picia? -postanowiła, przerwać dyskusję. Sok, wodę albo Colę. Drink nie smakuje mi.

-Mogę.

Gdy zauważyła, że Bartek wychodzi z sali  i nie wracała, sama postanowiła wyjść i pooddychać świeżym powietrzem. Kiedy szła w stronę drzwi, wpadła na Marka wracającego z toalety. Było tam wystarczająco jasno, aby przyjrzeć się mężczyźnie. Bywała w Warszawie, innych miastach, ale nigdy nie spotkała tak przystojnego mężczyzny. Marek również był pod wrażeniem dziewczyny. Z daleka tak ładnie nie wyglądała, a uwagę przykuwały błękitne oczy i ponętne usta z pięknym szczerym uśmiechem. 


 

-Cześć -rzekł nieznajomy, ukazując uśmiech z dołeczkami w policzkach.

-Cześć -odparła, pokazując olśniewający uśmiech.

-Marek -rzekł, wyciągając rękę na przywitanie. —Sama jesteś? -zapytał, choć widział, że ma towarzystwo.

-Ula i tymczasowo sama.

-To może w takim razie zatańczymy?

-Chętnie -odparła bez zastanowienia.  

Chwilę później prowadził ją na parkiet i patrząc sobie w twarz tańczyli, jakiś czas. Na rozmowę nie było zbytnio szans, bo muzyka była zbyt głośna i wszystko by zagłuszała. Wraz z powrotem Bartka taniec się skończył.

-To moja dziewczyna -rzucił, wciskając się między nich. —Idziemy Ula -dodał, ciągnąc ją do stolika.

-Bartek tylko tańczyliśmy. Przepadłeś na pół godziny, a miałeś iść tylko po colę.

-I mam. Musiałem oddzwonić do kumpla.

-Tego, co wynajmuje pokój? -zapytała ironicznie.

-Nie. Tego od pracy w Niemczech w czasie wakacji. Uleńko może -zaczął, gładząc po ręce.

-Tylko nie Uleńko -wtrąciła, wyrywając rękę. —Nie cierpię tego zdrobnienia. Mówiłam ci, a ty jak tylko wypijesz, mówisz tak do mnie -mówiła, popijając ciemny napój.

-Odmawiasz mi łóżka, a teraz jeszcze masz pretensje, że mówię do ciebie pieszczotliwie?

-Chcę wracać Bartek. Nie podoba mi się w tym klubie. Od początku nie byłam chętna na przyjazd.

-Ty na nic chętna nie jesteś -odburknął głośno, bo ci co siedzieli obok, spojrzeli na nich.

-Wracam do domu -rzekła, stając od stolika. —Za dziesięć minut jest autobus

-Ja cię przywiozłem i odwiozę do domu -odparł, ściskając za przegub i zmuszając, aby usiadła.

-Pijany jesteś i nie masz jeszcze prawka -odparła, wyrywając rękę. —Tylko zdany egzamin.

-Wypiłem tylko piwo dwie godziny temu. Ale jeśli ci tak zależy, pojedziemy z kumplem. On nie pije, bo bierze leki. Pójdę poszukać go.

Kiedy tylko dopiła Colę, a Bartek oddali się, uciekła od stolika. Marek, który stał przy barze i zamawiał drinka dla Lidki, widział co się dzieje i że dziewczyna najwyraźniej ma problemy. Gdy już szła do drzwi, pojawił się obok niej. 

Filip Bobek romansuje z Dereszowską - WP Gwiazdy

-Wszystko dobrze Ula? Widziałem, jak kłóciłaś się z chłopakiem.

-Kłóciłam się, bo to palant.

-Może drink cię uspokoi i zapomnisz o tym palancie.

-Chętnie -odparła i wypiła napój niemal jednym łykiem. —Możesz mnie odwieźć do domu, czy piłeś? Zapłacę.

-Piłem, ale mogę schować cię w moim aucie przed chłopakiem.

-Dzięki. Jak ci było na imię.

-Marek.

Kiedy wychodził, zobaczył jeszcze, jak przyjaciel podnosi do góry kciuk, co miało oznaczać gratulacje i udanego wieczoru. Sam zajął się Lidką i Karoliną.

W samochodzie Ula podjęła dziwną dla siebie rzecz, bo na złość Bartkowi postanowiła, że poflirtuje z tym mężczyzną. Co prawda nie wiedziała, jak zabrać się do tego, ale Marek sam zaczął ją uwodzić. Patrzył na nią z podziwem, a usta dzieliło parę centymetrów. Przedłużająca się cisza i wpatrzone oczy Uli w Marka oznaczały dla niego zgodę na chwilę przyjemności. Ula całowała się już, ale teraz czuła coś wspaniałego. Po całym ciele czuła ciepło i odpływała z każdym dotykiem obcego mężczyzny. Zwłaszcza że Marek zachęcony brakiem protestów odpiął parę guzików bluzki i pieścił jej piersi.

-Kurczę blaszka jak cudownie całujesz -wymamrotała swoje myśli.

-Podoba ci się? -zapytał z tym swoim zabójczym uśmiechem.

-O kurczę. Głośno to powiedziałam.

-Ile masz lat?

-Spokojnie Marek. Jestem pełnoletnia. Chodzę do ostatniej klasy liceum.  Inaczej do klubu by mnie nie wpuścili.   

-Wiem, jak działają kluby i że nieletni się znajdą.

-A ty, ile masz lat? Wiek za wiek.

-Dwadzieścia pięć. Ale na czym poprzednio skończyliśmy Ula? Cudownie całujesz? Dobrze pamiętam? Możemy powtórzyć to, co robiliśmy?

Każda rozsądna dziewczyna powiedziałaby, że nie, ale wzrok Marka był jak hipnoza i sama przylgnęła do jego ust. Pocałunki stawały się coraz mocniejsze, a dłoń Marka pieściła uda Uli. Było jej cudownie i podjęła po raz drugi niezrozumiałą dla siebie rzecz. Postanowiła, że odda się właśnie jemu. Nie znają się i nie będą do tego wracać. Facet, jak myślała, musiał mieć już spore doświadczenia  w tych sprawach i tak napalony, jak Bartek nie będzie.

-Masz jakieś gumki? -zapytała tekstem usłyszanym niedawno w jakimś filmie.

-Mam, ale samochód nie jest dobrym miejscem Ula -odparł mocno zszokowany. —Jeszcze policja się może przyplątać. Kumpel, z którym tu jestem ma tu mieszkanie po babci. W tamtych blokach -dodał, pokazując pobliskie budynki. —Możemy podejść.

-To chodźmy Marek -rzekła, otwierając sobie drzwi. 

Do Seby leciał jak na skrzydłach i nie mógł uwierzyć w to, co mu się trafiło. Całował wiele kobiet, ale teraz było tak słodko i tajemniczo. Dziewczyna wydawała się stworzona do igraszek w łóżku i już czuł wzrastające pożądanie. Nigdy też tak łatwo nie przyszło mu z dziewczyną.

Jak tylko znaleźli się w mieszkaniu, tak jak uzgodnili z Sebą, poprowadził Ulę do mniejszej sypialni. Po drodze całował ją szaleńczo i zrzucić z siebie koszulę. Z Uli zdążył tylko zdjąć bluzkę, bo później dostała drgawek i mdlała w jego ramionach.

sobota, 3 października 2020

Dziecko i Wioletta prawdę ci powie.

Droga i pobyt w szwalni Uli i Markowi trwały trzy godziny. Do firmy wracali w doskonałych humorach, bo wyglądało na to, że podpiszą umowę ze szwalnią. Gdy dojeżdżali do Warszawy, musieli zmienić nieco trasę, bo akurat odnawiali znaki poziome. Ta droga przebiegała w pobliżu ich miejsca nad Wisłą. Oboje machinalnie wrócili do wspólnie spędzonych tam chwil. 


 

-Dlaczego wtedy nie przyszłaś Ula? -rzekł cicho Marek.  

-Kiedy i gdzie? -zapytała wybita z myśli.

-Nad Wisłę w dniu twojego wyjazdu do ośrodka. Napisałem ci w liście, że będę czekał.

-W liście? W jakim liście?

-Ojciec ci nie dał? Napisałem go, gdy byłem u ciebie.

-Już wiem. Ja napisałam na nim adres ośrodka i nie przeczytałam. Później wpadł w ręce Maćka.

-Szkoda Ula. Może inaczej potoczyłby się nas los.

-Co w nim było.

-Ula wiem, że kartka napisana do ciebie w pośpiechu przy twoim biurku niczego nie zmieni, ale wiem, że jeśli pozwolisz mi powiedzieć coś prosto w oczy to powiem, że dzięki tobie zrozumiałem co to znaczy miłość, że nie to łączy mnie z Pauliną i że na pewno jej nie poślubię. Jeszcze jedno na pewno wiem, że cię kocham. Będę czekał dzisiaj o 15 w naszym miejscu nad Wisłą.

Pięknie napisane -pomyślała.

-I tak dokładnie zapamiętałeś?

-Niektórych słów trudno zapomnieć. Zwłaszcza tych napisanych z serca.

Rozmowę w najmniej odpowiednim dla Marka momencie i jak najbardziej odpowiednim dla Uli, przerwał dzwonek telefonu Uli. Komórkę trzymała w ręku, to mogła sprawdzić, kto dzwoni.

-Znowu Wiola?

-Nie Piotr.

-Jeśli chcesz, zjadę na parking i będziesz mogła porozmawiać.

-Nie trzeba Marek. Odpiszę, że jesteśmy zajęci.

Przy okazji wysłała smsa do Maćka z pytaniem o list. Pisanie dużo czasu jej nie zajęło i gdy wysłała wiadomość do Maćka, zastanawiał się, co powiedzieć, aby przerwać niezręczną ciszę w czasie pisania. Z tego wybawił ją z Marek.

-Myślisz, że się nam uda Ula? -pytał, patrząc na nią. —Kolekcja uratuje firmę.

-Pewnie tak -odparła spokojnie. —Jak na razie wszystko się układa pomyślnie. I to dzięki tobie Marek.

Do firmy było już bliziutko, więc resztę drogi poświęcili na rozmowę na tematy służbowe.

W czasie, kiedy Ula i Marek byli zajęci sprawami służbowymi, w firmie pojawił się Piotr. Gościem zajęła się Wioletta.

-Ulki nie ma -oznajmiła mu, jak tylko pojawił się w drzwiach. —Pojechała z Markiem do szwalni i tak szybko nie wrócą.

-Widziała kwiaty? Albo zostawiła jakąś wiadomość?

-Widziała, ale nic nie przekazała. To o co wam poszło? -zapytała, choć wiedziała o powodach przeprosin.

-Wybacz Wiola, ale nie twoja sprawa.

- Jak kocha, wybaczy. Tak jak wybaczyła Markowi. On chyba zrobił jej większe świństwo niż ty, a teraz znowu razem pracują, jakby nic się nie stało. Ma dziewczyna złote serce.  Inną nie byłoby stać i puściła go z torbami.  A ona nie tylko postanowiła ratować firmę, ale dała pracę Makowi. Teraz pracują jak dawniej. Ramię w ramię, wszędzie razem. I znowu chodzi radosna, uśmiechnięta bez nerwów, że coś jej nie wyjdzie. Marek jest dla niej tym samym uspokojeniem, jak kiedyś Ulka była dla Marka. On przy Uli czuł się spokojniejszy, a teraz Ula czuje spokój przy Marku. Odmienia dosłownie imię Marka we wszystkich przypadkach deklaracji i nachwalić się nie może.

-Ma znajomości i po prostu pomaga jej – odparł zły na wywód Wioletty. —Tak jak z tymi targami.

-Obawiam się, że tu o samą wdzięczność i pomoc nie chodzi. Miłość nie przechodzi tak szybko. Tobie musi być trudno mieć takiego rywala? Tak pięknie razem wyglądają. Zrobiliby dla siebie wszystko. Tak jak Marek dla Uli odwołał ślub. Zawsze była między nimi fizyka. Nawet jak Ula była jeszcze brzydulą firmową.

-Pójdę już Wiola -wtrącił. Muszę wracać do szpitala. Możesz powiedzieć Uli, że byłem?

-Mogę Piotr. A ty leć leczyć serca -mówiła z zadowoleniem, że spełniła obowiązek zniechęcenia Piotra.

 

Widząc, że nic nie zdziałał w firmie postanowił pojechać do Rysiowa. Cieplak przynajmniej był mu przychylny. W domu zastał Józefa i Beatkę. Oboje byli przed domem. Kiedy Cieplak poszedł po kawę, zajął się rozmową z Beatką.

-Co rysujesz -zagadnął, siadając obok.

-Zabawne zdarzenie. Pani w przedszkolu kazała nam narysować. Kiedyś zepsuł się nam kaloryfer i musieliśmy naprawiać. To jest tata, tu Jasiek, tu Ula, ja i pan Marek.

-Pan Marek często bywał tu -postanowił, że idąc za zasadą dziecko prawdę powie, wypytać ją o wizyty Marka.

-No -odparła, bo stwierdzenie często był, było nieokreślone jeszcze i te kilka wizyt uznała za częste. —Kiedyś bawiliśmy się z Ulcią w księżniczki i gdy Marek przyjechał, został księciem -dodała, rzucając fantazją. —Tu mam rysunek. Ula i Marek jako księżniczka i książę.

-Czyli pana Marka lubisz? -pytał, oglądając rysunek.

-Tak.

-A Ula lubi go?

-Ulcia też. Kiedyś śniło się jej, że biorą ślub -dodał, pomijając fakt, że w śnie widziała zarówno Marka, jak i niego.  —To tak jak z bajki.

-O mnie też Ula coś i tyle mówi? -pytał z niezadowoleniem.

-Że jest pan miły i przyjacielem. Słyszałam, jak mówiła Maćkowi. Myśli pan, że Ulcia i pan Marek ożenią się kiedyś? Niedawno pokłócili się tak jak Jasiek z Kingą, ale Jasiek mówi kto się czubi ten się lubi Betti.

-Nie zawsze ludzie, którzy lubią się biorą ślub Betti. Trzeba się jeszcze kochać.

-Siostra Marysi koleżanki z przedszkola ma chłopak i mówi, że jak ktoś kogoś kocha, to ciągle mówi o nim, myśli, spotyka się. To tak jak z Ulcią i panem Markiem.

Rozmowa w Beatką humoru mu nie poprawiła. Przynajmniej Józef po powrocie był dla niego życzliwy i po raz kolejny mógł odczuć, że jest mile widziany obok jego córki. Kontaktować po raz kolejny z Ulą tego dnia się nie zamierzał, bo musiał iść do pracy. Po cichu liczył, że Ula się odezwie. Ona tymczasem chciała jak najszybciej znaleźć się w domu i odebrać list od Maćka. Z Piotrem na razie nie chciała się kontaktować. Pomimo nawet tego, że Wiola powiedziała jej o wizycie.

Z listem w ręku schowała się w swoim pokoju i ze łzami w oczach czytała znane słowa. Marek praktycznie odtworzyła jej to co napisał.

 

Po kolacji czas poświęciła siostrze i jak co wieczór czytała jej jakąś bajkę. Najbardziej oczywiście lubiła słuchać o księżniczkach. Tym razem była to nowa książeczka pożyczona z przedszkola. Bajka opowiadała o księżniczce Rózi i dwóch adoratorach. Jeden była bardzo przystojny, trochę łobuzerski i ze złą reputacją, ale tak naprawdę był dobry. Drugi był również ładny, ale nudny i nie zawsze był uczciwy wobec księżniczki Róży i swojego rywala.

-Ty też masz dwóch ado

-Adoratorów kochanie. Dlaczego tak myślisz?

-Pan Piotr i pan Marek to dwa. Którego wybierzesz?

-Na co Beatko?

-Na męża. Stare ciotki Rózi źle jej radziły. Chciały tego porządnego, a Rózia tylko przy tym drugim czuła szybsze bicie serca. Jej przyjaciółka miała racje.

Stare ciotki, czyli Ela, Ala i Iza, a ta przyjaciółka Wiola? -zastanawiała się.

-Pewnie żadnego z nich kochanie. Zostanę z tobą.

-Ja wybrałabym pana Marka.

-Dlatego, że wygląda na księcia? -pytała, nawiązując do rozmowy z dnia poprzedniego.

-Nie Ulcia. Ciągle o nim mówisz, a Marysia powiedziała, że jak ktoś ciągle mówi i myśli o chłopaku to go kocha.  

Wieczorem długo nie mogła zasnąć. Noc snu również nie przyniosła, bo ciągle rozważała, to co powiedziała jej Wioletta i siostra. Do pracy pojechała, więc zmęczona, ale z podjętą decyzją. W pierwszej kolejności postanowiła zająć się mniej przyjemną sprawą i rozstać się z Piotrem. Umówiła się z nim w jednej z restauracji. Sosnowski na spotkanie jechał w doskonałym humorze i nie przewidywał, że jego radość jest przedwczesna.

-Nic mi nie zamawiaj Piotr -rzekła, gdy usiedli i spytał co zamówić jej. —Tylko na chwilę urwałam się z pracy. Dużo myślałam o nas i wiem, że się nie uda.

-To dlatego że grzebałem w twoim telefonie?

-Nie, ale też ma znaczenie. Lubię cię, ale nie kocham i nie będę umiała pokochać, bo mam serce zajęte.

-On cię jeszcze skrzywdzi -wysyczał.

-Zaryzykuję Piotr. Cześć -rzekła, odchodząc.  

W drodze do firmy wstąpiła do kwiaciarni i zamówiła Aniołka Miłości z bilecikiem Kocham Cię, nigdy nie przestałam i zawsze będę kochać. Przesyłka miała być dostarczona za godzinę na adres F&D. Godzinę później czekała niecierpliwie, aż drzwi się w końcu otworzą i zobaczy w nich Marka. W końcu usłyszała szybkie kroki w sekretariacie. 


 

-Ula -wyszeptał, będąc w drzwiach.

-Tak Marek? -pytała, wstając zza biurka.

-Kocham cię i nigdy nie przestanę -odparł, gdy znalazła się w jego ramionach.Pocałunek przypieczętował ich miłość.