sobota, 11 lipca 2020

Zarząd 1 -mini o Uli i Marku

Wyjazd do SPA z Markiem był czymś więcej niż spełnieniem marzeń dla Uli. Nie myślała, że będą mieli jeden pokój i że tam przeżyje najpiękniejsze chwile swojego życia. Już po godzinie od zameldowania Marek zaciągnął ją do łóżka, choć ona uważała, że powinni popracować. Powiedział jej jeszcze, że Pauliny już nie ma i że po zarządzie pożegna ją na dobre. Uwierzyła i oddała się mu po raz pierwszy w czasie wyjazdu. Kolejne dwa dni i noce spędzili jak kochankowie. Marek nosił ją na rękach, całował i kochał nocami.  


Bajka o księciu i kopciuszku skończyła się w dniu ich powrotu do Warszawy i pracy. Najpierw jednak Marek odwiózł ją do domu do Rysiowa. Tam pożegnał się pocałunkami. Proponował jej nawet, żeby wzięła sobie wolne na dzisiejszy dzień, ale odmówiła. Trzy godziny później pożałowała, że go nie posłuchała. Zanim pojechała do firmy musiała jeszcze porozmawiać z ojcem, bo widział przez okno ich czułe pożegnanie. Cieplakowi trudno było uwierzyć w słowa córki, że uczucia jej szefa do niej są szczere.  


Gdy Ula przyjechała do firmy wesoło nie było. Paulina pod wpływem Wioletty i jej fałszywych dowodów robiła narzeczonemu awanturę o wyjazd z Anią. Kiedy sprawa z pomocą Uli wyjaśniła się Marek dla udobruchania narzeczonej wybrał się z nią na lunch. Ula natomiast powiedział, że ma spotkanie służbowe. Prawdy dowiedziała się od Wioletty, gdy przyszła do jego gabinetu po dokumenty. Kłamstwo zabolało ją, ale próbowała na razie nie myśleć o tym. Chwilę później, kiedy szukała potrzebnych jej dokumentów, w jednej z szuflad znalazła pełno świecidełek i czekoladki. 
Po co mu to -zastanawiała się oglądając jedno cacko.



Na wierzchu leżała też kartka złożona na pół. Z ciekawości wzięła do ręki i przeczytała. 



Wraz z przeczytaniem trzech zdań w oczach pojawiły się łzy, a odgłosy przestały być słyszalne dla niej.  Tymczasem Marek wrócił z lunchu i przez uchylone drzwi zauważył Ulę siedzącą przy jego biurku i trzymającą jakiś skrawek papieru. Długo nie musiał nawet zastanawiać się nad tym, co trzyma w dłoni. Zwłaszcza że widział, jak składa kartkę i chowa na swoje miejsce. Ujawnić się nie zamierzał, tylko jak cicho wszedł, tak cicho wycofał się do sekretariatu. Chwilę później obwieścił swoje przyjście głośnym kaszlaniem.
-Szukałam umowy z Terleckim Marek -powiedziała mu na wytłumaczenie.
-Powinna być gdzieś na wierzchu Ula -odparł, przekładając teczki. —O jest. Ula gapula -rzekł, całując w tył szyi.
-Dzięki. Jak było na spotkaniu? Nie byłam ci potrzebna?
-Dobrze. Nie brałem cię, bo to było takie pierwsze spotkanie -odparł, bez zająknięcia.
-Pójdę popracować do siebie -odparła oficjalnie.
Kiedy zamknęły się za nią drzwi, sprawdził dolną szufladę. Pamiętał, że na dnie leżały błyskotki, później czekoladki a na górze kartka. Teraz wszystko było zamieszane.  Dwie minuty później był już u Seby.


-Ty to masz szczęście Marek -rzekł mu przyjaciel. —Prawie wydał się twój wyjazd z brzydulą. Udobruchałeś już Paulinę.
-Nic się nie udało Seba. Gdy mnie nie było Ula znalazła twój list i prezenty -oznajmił przyjacielowi, chodząc nerwowo po jego biurze.
-Jak znalazła? Powiedziała ci o tym?
-Nie. Widziałem przez szparę w drzwiach, jak czytała i się wycofałem.
-To, gdzie to trzymałeś?
-W szufladzie, ale to jest mało ważne. Ula już jest inna niż rano.
-Dziwne nie jest. To nasz koniec. Ona zniszczy nas na zarządzie.
-Ty jak zwykle tylko o sobie. Pomyśl, co ona teraz myśli i przez co przechodzi.
-Przecież taki był plan Marek. Miałeś trzymać brzydulę do czasu zarządu, a później rzucić.
-Ulę Seba. Ulę. Kiedy do ciebie to dotrze. Widziałem łzy w jej oczach.
-Wyliże się jak każda twoja... 
-Seba lepiej nic już nie mów -przerwał przyjacielowi. —Wracam do siebie.
Ula tymczasem nad pracą skupić się nie potrafiła. Dlatego poszła do Marka, aby poprosić go o wolne do końca dnia. Skłamała, że boli ją głowa i chciałaby popracować w domu. Kiedy wyszła z jego gabinetu zatelefonował do Sebastiana i powiedział, że to chyba naprawdę koniec. Przyjaciel nie zamierzał poddawać się i miał nowy pomysł jak przekonać Ulę do Marka.
-Musisz tak poprowadzić rozmowę, żeby Ula myślała, że pokłóciłeś się ze mną o te prezenty. Tylko nie możesz zdradzić, że wiesz, że ona wie, że twoja miłość to lipa i że widziałeś jak grzebie w twoich szufladach.  
-Będzie trudne Seba.
-To powiesz, że pokłóciliśmy się o odwołanie ślubu i że ja chcę, żebyś niczego nie odwoływał -mówił, nie mając pojęcia, że przyjaciel dokładnie ma to w planach i nie jest to kolejne kłamstwo dla panienki. —Tylko nie możesz jej zdradzić, że wiem o was. Rozumiesz?
-Powiedzmy, że tak Seba.
Po powrocie do domu zastał Paulinę przymierzającą welon pamiątkę po babci. Febo w przeciwieństwie do narzeczonego była bardzo podekscytowana tym faktem.   Marek tak jak w czasie lunchu musiał udawać, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Prawda była taka, że nie zamierzał z Pauliny zrobić pani Dobrzańskiej i miał powiedzieć to za dwa dni. Wieczorem nie było mu łatwiej, bo wyczuł, że narzeczona ma ochotę na kilka upojnych chwil. Aby zapobiec temu wziął szybki prysznic i zanim Paulina przyszła do sypialni udawał, że śpi.  



Następnego dnia rano Marek zaryzykował i pojawił się w gabinecie Uli z propozycją. Ula siedziała za biurkiem i pracowała. Podszedł do niej i przywitał się pocałunkiem w szyje. 
-Lepiej się już czujesz?
-Tak. Dziękuję.
-Co byś powiedziała na chwilę wytchnienia i wyjście później na lunch albo zapiekanki?
-Mam sporo pracy Marek. Weź Sebastiana.
-Nie bardzo. Pokłóciłem się z nim wczoraj -przeszedł do planu Olszańskiego.
-To coś nowego. O co wam poszło?
-Wolę nie rozmawiać o tym Ula.  To, co z tym lunchem?
-Na lunch ochoty nie mam, ale chciałabym, żebyśmy byli sami Marek. Tak naprawdę sami.
-Będzie trudno coś wymyślić, ale postaram się zorganizować coś po pracy.
Prawdę powiedziałeś o kłótni, czy to kolejna farsa wymyślona z Sebastianem? -zastanawiała się. Zobaczymy, do czego będziesz zdolny Marek. Znowu zaciągniesz mnie do łóżka? Ja dałam ci mały znak. 


W znalezieniu odpowiedniego miejsca na spędzenie czasu z Ulą pomógł mu Sebastian. Po dziadkach odziedziczył małą posiadłość z domkiem letniskowym za miastem i właśnie tam postanowił zabrać Ulę. Prędzej pojechał tam sam, aby pochować zdjęcia przed Ulą i trochę sprzątnąć. Przed piętnastą Marek pojawił się w gabinecie Uli gotowy do wyjścia.
-Koniec na dzisiaj z pracą Ula. Jedziemy na wycieczkę. Niecała godzina jazdy przed nami, więc szykuj się do wyjścia.
-A dokąd jedziemy?
-Nie powiem, bo nie byłoby niespodzianki -mówił, zakręcając się obok niej i pakując rzeczy.
Pół godziny później mijali rogatki Warszawy, a po kolejnym kwadransie wjechali w małą posiadłość.
-Czyje to -zapytała na widok parterowego domku z małym tarasem.
-Nasz weekendowy domek Ula, ale ostatnio rzadko z niego korzystamy. Dlatego wziąłem coś do jedzenia. Dom składał się z saloniku z aneksem kuchennym, dwóch pokoi i łazienki -mówił, otwierając przed nią drzwi.
-Przytulnie -mówiła, rozglądając się po pierwszym wnętrzu.
-Mama ma po prostu dobry gust. Jesteś głodna? Mam owoce, zapiekanki, jakieś ciasteczka.
-Na razie nie. Widziałam huśtawkę przed domem. Możemy tam usiąść i odpocząć po podróży i pracy.
Przez kwadrans rozmawiali o pracy i pisanym przez Ulę raportem. Ale Marek ciągle myślami odbiegał od tematu rozmowy. Nie mógł się skupić, bo bliskość Uli nie dawała mu spokoju.
-Powiesz mi, o co pokłóciłeś się z Sebastianem?
-O Paulinę i ślub. Powiedziałem mu, że nie zamierzam się żenić i oburzył się. Uważa, że to błąd i że to mój pierwszy i ostatni zarząd jako prezes. Jest jeszcze osobista sprawa. Chciał zmusić mnie do czegoś, co uważałem za ohydne.
Gdybym tylko wiedziała, czy to prawda? Czy to tylko Sebastiana plan? 
-Ile wie Sebastian? Wie, że jesteśmy tak blisko?
-Nie. Tylko że nie chcę się żenić z Pauliną. Pragnę cię Ula -rzekł w końcu dokładnie, to co czuł.
Czyli się nie myliłam i jesteś gotowy zrobić wszystko, żeby dopiąć swojego i żebym przedstawiła fałszywy raport.
-Ale jeszcze wczorajszej nocy byliśmy razem.
-To było wczoraj Ula -mówił, biorąc za ręce. —Nie wiem, co się dzieje ze mną, ale nie potrafię przestać myśleć, o tym co wydarzyło się w SPA. Byłaś taka niesamowita. Chcę, żebyś dała mi, to samo teraz albo i więcej.
-Marek to nie jest dobry pomysł -mówiła, choć równie mocno pragnęła Marka.
-Myślałem, że chcesz. Mówiłaś, że chcesz być z dala od ludzi.
-Tak, ale żeby porozmawiać, pobyć ze sobą.
-Ula, spójrz mi w oczy i powiedź, że mnie nie pragniesz -mówił, patrząc w oczy.
-To jest nie fair -mówiła bez przekonania.
-Jedno nie Ula -mówił przy jej ustach.
-Nie potrafię, ale nie możemy. 


Całować zaczęli się jeszcze na ławce, a gdy dotarli do jednej z sypialni Ula była jedynie w bieliźnie, a Marek w spodniach. Gdzie była reszta ich ubrań pojęcia nie mieli. Zanim znaleźli się na łóżku, dłonie Marka znalazły się na plecach Uli i za pierwszym razem uporał się z zapięciem. Sam pozbył się spodni i slip. Chwilę później filmowym objęciem, położył Ulę na łóżku.
Do domku przyjechali przed szesnastą, a do łóżka poszli półgodziny później. Teraz po dwugodzinnym seksie leżeli wtuleni w siebie zaspokojeni i szczęśliwi.
-Było warto tak upierać się Ula? -zapytał szeptem do ucha.
-Nie -odparła krótko, ale na temat. —Mówiłeś coś o jedzeniu? Zgłodniałam.
-A tak. Ty leż, a ja przyniosę nam zapiekanki, coś do picia i owoce.  
Marek, aby nie chodzić nago wciągnął na siebie tylko slipy i poszedł do kuchni. Bywał już tu prędzej i wiedział, co i gdzie trzyma Sebastian. Ula tymczasem poszła do toalety i mijając mały korytarzyk usłyszała, jak pogwizdywał z zadowoleniem. Chwilę później Marek wyszedł na dwór, aby odebrać telefon od Seby. Stanął akurat przy uchylonym oknie od łazienki i Ula mogła usłyszeć rozmowę. 
-(….) Udany Seba. Powiedziałem jej, jak uzgodniliśmy. (…) Da się wytrzymać w łóżku -odparł, kłamiąc przyjacielowi, bo w łóżku było mu rewelacyjnie. (…) Ja też mam nadzieję, że przedstawi odpowiedni raport.
Dalej Ula nie podsłuchiwała, tylko przemknęła do sypialni, zanim Marek wrócił do kuchni. W głowie uknuła szybką zemstę. Pięć minut później pojawił się w drzwiach z tacą z herbatą, zapiekankami podgrzanymi w mikrofali i owocami.
-Zjemy i czas będzie wracać Ula -rzekł, siadając obok.
-Na pożegnanie nic nie będzie? -zapytała, biorąc jeden kawałek zapiekanki.
-Mówisz o seksie?
-Tak.
-Ja chętnie, ale nie myślałem, że ty będziesz chcieć jeszcze.
-Apetyt maleje w miarę jedzenia -jakby powiedziała Wioletta. 


Kwadrans później ponownie porwał ich szał miłości. Tym razem Ula postanowiła się wykazać i zajęła się Markiem. Myślała, że kochanie się z nią jest dla niego katorgą, a było wręcz odwrotnie i czuł się, jak w siódmym niebie. Ula siedziała na nim okrakiem i poruszała się rytmicznie jak odbijana piłeczka. Nie tylko to dawało mu rozkosz, bo już samo patrzenie na jej długie włosy spływające teraz na piersi było wystarczającą podnietą.
Po powrocie do domu wzięła się za pisanie raportu. Marek tymczasem zszedł do piwnicy swojego domu, gdzie miał małą siłownię i spędził tam dwie godziny do czasu, aż Paulina się nie położy spać. Nie chciał i nie zamierzał jej dotykać w jakikolwiek sposób.   
Następnego dnia na rozmowę z Ulą czasu nie miał, bo Paulina jak zwykle na wyjście szykowała się zbyt długo i gdy pojawił się we firmie jego ojciec i Aleks już czekali w sali konferencyjnej. Chwilę później pojawiła się Ula z teczką z raportem.
-Na dzień dzisiejszy sytuacja finansowa firmy nie wygląda tak dobrze, jak zakładaliśmy -zaczęła Ula, patrząc na Marka, który z niezadowoleniem wykrzywił twarz.
Nie zdążyła nic więcej dodać, bo Krzysztof osunął się na stół.

niedziela, 28 czerwca 2020

Spotkanie po latach 3


Po tygodniu wynik na ojcostwo Marty był gotowy i Ania mogła odebrać go.  Przyszedł również Wojtek. Ale to, co wyczytali, zaskoczyło oboje. Test wykluczał ojcostwo Wojtka, ale łączyło go z Martą bliskie pokrewieństwo.
-To, kto? -zastanawiała się Ania. —Kasia była sekretarką twojego ojca.
-Mój ojciec nigdy by nie zdradził mamy -odparł zdecydowanie, ale fakty mówiły co innego. —Oni kochali się i kochają.
-Najwidoczniej masz złe zdanie o ojcu. We wyniku pisze o bliskim pokrewieństwie.
Wynik zszokował Wojtka do tego stopnia, że chciał iść od razu do ojca i rzucić mu w twarz papierkiem i powiedzieć, jaki to jest podły. Wstrzymał się jednak, bo chciał mieć niezbite dowody. Dlatego wziął szczoteczkę do zębów ojca i zaniósł do laboratorium razem z materiałem genetycznym Marty. Wynik miał być gotowy za tydzień. Przez ten czas starał się unikać ojca. Więcej czasu za to spędzał z Anią i Martą. Całą trójką chodzili na spacery i do szpitala do Kasi mamy Marty. Po przebytej śpiączce dochodziła do zdrowia, ale stan fizyczny był w znacznie lepszej formie niż stan umysłowy. Kasia miała sporo luk w mózgu i część rzeczy nie pamiętała albo nie umiała znaleźć odpowiedniego wyrazu, aby się wysłowić. Lekarze uspakajali, że to normalne i musi uczyć się wyrazów jak dziecko. Zalecili również wyjazd do dobrego sanatorium.
-Mamy znajomości i zajmę się tym -zapewniał Anię. —Marta to moja siostra. Wiesz, że zawsze chciałem mieć rodzeństwo, ale nie myślałem, że stanie się tak późno.
-Nigdy nie należy tracić nadziei Wojtek. I wielkie dzięki. Nie wiem, jak bym sobie poradziła. A jak twoje relacje z ojcem?
-Nijak. Staram się nie chodzić do domu. I nie chcę rozmawiać o tym. Może ty i Marta dacie zaprosić się na jutro albo w niedziele do Wesołego Miasteczka.
-Nie mamy planów, to chętnie. Ale w niedzielę, bo w sobotę Kasia jedzie do sanatorium i chcę iść do nie przed wyjazdem do szpitala. A w zamian Wesołego Miasteczka ja zapraszam cię do nas na obiad niedzielny.
-Skorzystam, bo nie miałbym się, gdzie spędzić sensownie niedzielę.
Obiad wymyślny nie był. Ania przygotowała kurczaka z piekarnika, surówkę z pora, a specjalnie dla Marty zrobiła frytki. Na deser była szarlotka.  Wszystko, choć proste było smaczne.
-Częstuj się czym chata bogata.
-Lubię kurczaka. Dań wykwintnych na razie mam dość. Sandra ciągała mnie po restauracjach, a tu czuję się jak w domu u rodziców.
-Miło słyszeć Wojtek. Dzwoniła pielęgniarka z sanatorium i Kasia zadomowiła się już. Ma pokój z dziewczyną w podobnym wieku
Obecność w ostatnich dniach Wojtka w otoczeniu Ani i Marty trzeba było wytłumaczyć Marcie, bo zaczęła zadawać pytania, kim jest. Na razie oszczędzili sobie tłumaczenia, że jest z rodziny i zgodnie z prawdą mówili, że znajomym cioci Ani z pracy. To dziewczynce wystarczyło i nie drążyła tematu. Więź rodzinną pomiędzy nimi dało się wyczuć, bo dziewczynka w ogóle nie czuła skrępowania i przez cały obiad śmiała się z żartów pana Wojtka. Mieli również wspólne zainteresowania czasami prehistorycznymi. Atmosfera udzieliła się także Ani, bo bawiła się równie dobrze, jak siostrzenica.
Reszta niedzieli upłynęła w takiej samej przyjemnej atmosferze. Oboje chodzili po Wesołym Miasteczku, trzymając Martę za rękę. Śmiało można było wziąć ich za rodzinę. 


-Było miło spędzić z wami te popołudnie dziewczyny -rzekł, gdy odwiózł je pod blok. —Dawno się tak nie bawiłem. Był to dla mnie jak powrót do dzieciństwa.
-To my dziękujemy za zawiezienie, przywiezienie, za bilety i lody -odparła Ania.
-Drobnostka. Polecam się na przyszłość. I do jutra w pracy.
Następnego dnia po pracy zaskoczył Anię, bo poczekał, aż wyjdzie i zaproponował podwiezienie do domu. Kiedy dojechali, Ania w podzięce zaprosiła go na górę na kawę. 


-Z przyjemnością skorzystam i spotkam się z Martą. Mam dla niej te obiecane książki o czasach prehistorycznych.
-Ucieszy się. Przed snem pytała, czy będziesz częściej nas odwiedzał.
-Jeśli pozwolisz, to chętnie.
Następnego dnia Wojtek odebrał wynik na ojcostwo Marty. To, co wyczytał zaskoczyło go nie mniej, niż za pierwszym razem. Ale i ucieszyło. DNA bowiem wykluczyło jego ojca na ojca Marty. Pokrewieństwa z dziewczynką istniało jednak, ale nie tak duże, jak w jego przypadku.
-Jeśli nie ty ani twój ojciec to kto? -pytała Ania, gdy Wojtek przyjechał do niej.
-Mój kuzynek ten łajdak -odparł. —Kamil był dziesięć lat temu we firmie i był zdolny do najgorszych rzeczy. Odpowie za to, co zrobił Kasi. Ojciec wyciągnął go z aresztu i pojadę od razu do niego.
-Może lepiej zostawimy to w spokoju -zastopowała go. —Nie chcę z nim kolejnych problemów. Przeze mnie został zdemaskowany.
-Nic wam nie zrobi. Teraz jest na łasce i niełasce mojej. Dobrze, że ojcu nic nie powiedziałem. Oskarżyłbym go niesłusznie.
-I ja wiem, że lepiej mieć niezbite dowody, a nie tylko domysły.
Rozmowa z kuzynem do najprzyjemniejszych nie należała, bo kategorycznie zaprzeczał oskarżeniom Wojtka. Ten nie zamierzał ustępować i gdy Kamil nie patrzył, wziął niedopałek papierosa. Korzystając z znajomości zaniósł go do laboratorium, gdzie pracowała koleżanka z liceum i zajmowała się genetyką.   Tym razem wynik był podobny do pierwszego i wskazywał na bliskie pokrewieństwo. Ostatnim krewnym męskim w rodzinie był ojciec Kamila, a jego wujek. Tym razem łupem padły włosy wujka. I tym razem udało się, bo badania jednoznacznie wskazywały na to, że ojcem Marty jest jego wujek. 
-Dziwne te wyniki i to, co mówiłeś -mówiła laborantka Monika. —Tak na logikę to ty, Kamil i ta dziewczynka macie jednego ojca.
-To znaczy, że mój ojciec nie jest moim ojcem i mama zdradziła go.
-Na to wychodzi.
-Chcę mieć pewność Monika, że to prawda. Co mam zrobić?
-Pobadać wszystkich jeszcze raz.
Choć wydawało się mu to niemożliwe, to dał zbadać swój materiał z materiałem genetycznym wujka. Badanie tylko potwierdziło przypuszczenia Moniki. Wujek okazał się ojcem zarówno jego Kamila, jak i Marty.
Rozmowę z matką nie zamierzał odkładać. Chciał wiedzieć, dlaczego zdradziła ojca i to w dodatku z wujkiem. Zadanie ułatwiła mu nieobecność ojca w domu. Najpierw opowiedział matce o znajomości z Anią, Kasią, Martą i całej reszcie, a następnie zapytał o to po co przyszedł. Rodzicielka nawet nie zaprzeczała. 




-Kiedy dowiedziałam się, że twój ojciec nie może mieć dzieci, to postanowiłam, że postaram się spełnić jego marzenia o potomku -mówiła, nie patrząc na syna.  —Dokładnie wyliczyłam, kiedy mam odpowiednie dni i przespałam się z twoim wujem. Wybrałam go, bo chciałam, żeby dziecko miało geny Jaskólskich. Tylko że twój wujek myślał, że to twoja ciocia zaciągnęła go do łóżka. Wtedy byliśmy identycznymi bliźniaczkami, a ona była bez zobowiązań. Przysięgłam sobie, że będzie to tylko jeden raz i jeśli się nie uda, to więcej razy twojego ojca nie zdradzę. I udało się. Twój ojciec jest szczęśliwy, a wujek przekonany, że żonę zdradził z moją siostrą. Nie ma sensu synku mówić ojcu o tym. Jesteś dla niego wszystkim.
-Nie powiem mamo -zapewniał. —On mnie wychował i kocham go. I cieszę się, że pomimo genów wuja nie mam nic z jego charakteru.
-Dziękuję. Jest mi trochę lżej na sercu. Ukrywanie sekretu przez ponad trzydzieści lat jest strasznie ciężkim doświadczeniem synku.

Życie po tych wszystkich wydarzeniach wracało na spokojniejsze tory. Wojtek tak jak obiecał matce słowem nie wspomniał o tajemnicy mamy, cioci a teraz jego. Cieszyła go miłość rodziców i tym bardziej nie chciał psuć tego. Sam zaczął szukać swojego szczęścia, a na obiekt swoich uczuć wybrał Anię. Nie wiedział tylko dwóch rzeczy. Jak zareaguje, gdy zaproponuje jej randkę i że ona już dawno temu obdarzyła go uczuciem.
-Mogę zapytać cię o coś? -zapytał delikatnie, gdy jechali razem windą we firmie.
-Tylko nie o wagę Wojtek.
-O to nie. Umówisz się ze mną.
-W sensie randki? -zapytała zaskoczona.
-Tak. Chciałbym zaproponować ci kolację na dobry początek.
-Zgadzam się.
-Świetnie -odparł z uradowaniem. —Pewnie zaskoczyłem cię taką propozycją, ale od dwóch miesięcy, kiedy zaczęliśmy więcej czasu spędzać razem, zacząłem czuć się tak wyjątkowo w twoim towarzystwie.
-Chyba rozumiem cię Wojtek. Ja miałam to samo.
Od tego dnia ich spotkania nabierały tempa, a z każdym kolejnym spotkaniem odkrywali coraz więcej rzeczy, które ich łączyły. Wojtek pomagał jej także w opiece nad Martą i zawoził do Kasi, która wracała do zdrowia w sanatorium. Jej stan był na tyle dobry, że wkrótce miała wrócić do domu i mogła sama zająć się córką. Cieszyło ją i szczęście siostry, choć związana była z jej byłym chłopakiem. Miesiąc po pierwszej randce Ania dostała zaproszenie na obiad do rodziców Wojtka.
-Taka wizyta jest strasznie stresująca Wojtek.  
-Rodzice nie gryzą Aniu. I są ciekawi ciebie. Mają o tobie jak najlepsze zdanie.
-Właśnie. Wyrobione zdanie może okazać się tragiczne w skutkach.
Wbrew jej obawą pierwsze spotkanie z rodzicami Wojtka było udane. I całkiem inne niż te, kiedy przyprowadził na obiad dawną narzeczoną Sandrę. Teraz Jaskólscy byli zauroczeni Anią i całkowicie zaakceptowali ją przy boku syna.
-Tylko nie wypuść jej z rąk -mówił mu ojciec, gdy odwiózł dziewczynę do domu i wrócił do rodziców. —Ona ma rozum i używa go.
-Takiej synowej chcieliśmy. Ona da ci szczęśliwy dom. Taki jak nasz synku -dodała matka.
-Wiem, że jest skarbem i zamierzam ten skarb zatrzymać przy sobie -zapewniał rodziców.

Koniec

czwartek, 11 czerwca 2020

Spotkanie po latach cz.2

Korzystając z zamieszania spowodowanego małym remontem gabinetu Wojtka oraz chwilowym brakiem monitoringu Ania bez najmniejszych wyrzutów umieściła w niszczarce dopiero co dostarczone dokumenty. Zanim maszyna pochłonęła kilka papierków spojrzała, co zawierały. Były to dokumenty dotyczące przetargu na zakup atrakcyjne działki pod inwestycję.  Z treści wynikało, że decyzję zarząd Jaskólski i spółka ma podjąć w ciągu dwóch dni. W innym przypadku ich chęć kupna uważana byłaby za nieważną. Sprawa dokumentów, które zniszczyła tego dnia nie ujrzała światła dziennego. Tak jak następnego dnia. Dopiero w dniu przetargu wszyscy zaczęli szukać papierów. Kiedy nie znalazły się, zaczęto szukać winnego. Z tym było podobnie, bo nikt niczego nie widział, a intratna działka przeszła im koło nosa. Parę dni później Ania całkiem przypadkiem wrócił do sekretariatu po zapomniany portfel i usłyszała ciekawą rozmowę.
-To daj w łapę komu trzeba -mówił przez telefon Kamil jej szef i kuzyn Wojtka. —Ten budynek musi być nasz. (….) Co mnie interesują jacyś lokatorzy. Są na nich sposoby.


Dalej nie podsłuchiwała z obawy, że szef zauważy ją i cicho wyszła. Żałowała, że nie miała przy sobie żadnego dyktafonu, bo nagrałaby wszystko i miałaby biało na czarnym, że firma nie działa zgodnie z prawem. Ale miała kolegę z jednej z gazet i opowiedziała mu o wszystkim. Ten skontaktował ją z tzw. dziennikarzem śledczym Cezarym Lipskim, który działał na terenie Wielkopolski i już niejeden szwindel wyśledził. Dał jej urządzenia do podsłuch i instrukcję, jak je zamontować. Jeden trafił do gabinetu prezesa a drugi to wiceprezesa. Sam zajął się prześledzeniem działalności spółki Jastrzębscy. Ania tymczasem miała wszystko obserwować, ale nie wychylać się, bo mogłaby wszystko zepsuć. Działania Lipskiego takie tajne, jak myślała Ania nie były, bo pojawiał się we firmie z dociekliwymi pytaniami.
Jej stosunek do prezesa był za to dziwny, bo z jednej strony nienawidziła, a z drugiej coraz bardziej ją pociągał. Z tych ich krótkich spotkań zawsze wszystko pamiętała. Tak jak uśmiechy skierowane do niej. Było jej i żal go. Sandra jego narzeczona robiła z nim i zbliżającym się ślubem, co chciała. Już teraz mówiono, że ślub ma kosztować z pół miliona, a gości ma być z 500. Była nawet świadkiem, jak kłócili się o wystrój stolików na weselu. Swoje rozterki szybko porzuciła i zajęła się powodami, dla których pojawiła się w otoczeniu Wojtka.
Jej siostra tymczasem po dwóch miesiącach śpiączki wybudziła się, a lekarze dawali jej spore szanse na powrót do normalności. Codziennie chodziła do niej, chociaż dużego kontaktu z nią nie miała. Opowiadała jej o pracy i jej córce.
W czasie dwóch tygodni udało się jej nagrać parę rozmów Wojtka i Kamila. Z tą różnicą, że na prezes nic nie było, a ten drugi prowadził rozmowy i interesy z podejrzanymi osobami.  Dowody zebrane przez Lipskiego były wystarczające, aby we firmie pojawiła się policja. Pierwsze poszlaki wskazywały, że Kamil działa na dwa fronty i ma drugą firmę, którą prowadzi niezgodnie z prawem, posługuje się firmowymi pieczątkami i działał na szkodę rodzinnej firmy. Sam prezes natomiast był niewinny. Mimo to przesłuchiwany był również. Przeprowadzone śledztwo przez Lipskiego i policję wykazało, że Ania uratowała firmę przed powolnym bankructwem i przejęciem przez konkurentów, a nie zniszczyła.
Kiedy wszystko wyszło na jaw czekała na nią rozmowa z szefem. Wpadł do jej sekretariatu, kiedy pakowała się już.
-W co ty pogrywasz? -pytał ją Wojtek, gdy dowiedział się, że Ania w dużej mierze przyczyniła się do zdemaskowania Kamila. —Od dawna próbujesz zniszczyć nas i co zdążyłaś zrobić.
-Zniszczyłam tylko te dokumenty przetargowe i sprowadziłam Lipskiego.
-Po, co -zapytał krótko i rozkazująco.
- Pamiętasz, jak zatrudniałeś mnie i pytałeś o Kasię Wójcik i jej siostrę? -pytała, patrząc na niego wrogo.
-Powiedziałaś, że nie jesteś a jesteś -bardziej stwierdził, niż zapytał. —Tylko dlaczego kłamałaś i próbowałaś zrujnować firmę?
-Bo rzuciłeś Kasię, gdy okazało się, że jest w ciąży. I wykorzystywałeś.
-Oszalałaś chyba -krzyczał.
-Nie oszalałam.
-Nie porzuciłem Kasi. To ona rzuciła mnie. Po jakimś miesiącu znajomości powiedziała, że nie ma to sensu. I jeśli dobrze pamiętam, nie byłem z nią w łóżku.
-Pamięć zawodzi.
-Owszem, ale nigdy nie wyparłbym się swojego dziecka -mówił stanowczo. 
- Masz z nią dziecko -usłyszeli od drzwi zbulwersowany głos Sandry. —Jesteście podli.
-A ty musisz podsłuchiwać -odparł równie rozgorączkowany.
-Powiedziałam, co miałam i żegnam -rzekła Ania, zabierając karton ze swoimi rzeczami. Chwilę opuściła swój sekretariat. 
Rozmowa z narzeczoną do łatwych nie należała, ale przyniosła nieoczekiwane efekty.
-Nic nie potrafisz uszanować -wysyczała. —Po ślubie dalej będziesz mnie zdradzał, skoro teraz to robisz? -pytała głośno, ale nie na tyle, aby usłyszeli ich na korytarzu. W Monachium ją bzyknąłeś? Mogłeś, chociaż się zabezpieczyć.
-Bzyknąłeś? Od kiedy używasz takich słów? Zawsze mówiłaś o tym iść do łóżka albo kochać się.
-Nie łap mnie za słówka -huknęła.
-I o co masz pretensję. O to, że z nią spałem czy o to, że jest w ciąży?
-Teraz to jest najmniej ważne. Stało się i załatw to jakoś.
-Czyli jak? -pytał, nie zamierzając na razie mówić jej, że rozmawiał z Anią o dziecku, które ma już jakieś dziewięć lat i nie jest jego. —Mam zaproponować, aby je usunęła?
-Tego nie powiedziałam. Wystarczy, że będziesz trzymał je z dala ode mnie.
-Tylko tyle? -pytał zdziwiony. —Myślałem, że zrobisz mi awanturę na całą firmę, rzucisz pierścionkiem i odwołasz ślub. Tak powinno to wyglądać.
-Nie zrobię tego, bo mam to na własne życzenie Wojtek -odparła zadziwiająco spokojnie. —Nie pojechałam z tobą do Monachium i przez ostatnie tygodnie zajęta byłam naszym ślubem, a nie tobą i może mogłeś czuć się samotny i zaniedbany. Również w tych sprawach.
-Zaniedbany? Podchodzisz do sprawy zaskakująco lekko. Może zależy ci na mojej pozycji i pieniądzach, a nie na mnie?
- Oczywiście, że na tobie, ale nie możesz kazać mi niańczyć twoje dziecko. Z naszymi chcemy poczekać przynajmniej pięć. Pomijając to, że chcę jeszcze przez te parę lat pracować jako modelka, a nie zmieniać pieluchy. Mam dopiero dwadzieścia cztery lata.
-To ty chcesz poczekać. Ja jestem gotowy być ojcem. A Ania mówiła o dziecku siostry, które ma dziewięć lat. Uważa, że ja jestem ojcem, ale nie jestem. Ale przynajmniej wiem, jaki miałabyś stosunek do ewentualnego mojego dziecka Sandro. I mam coraz więcej wątpliwości, czy nasz ślub ma sens.
-Chcesz zrezygnować.
-Żebyś wiedziała, że chcę.

Tego samego wieczora Wojtek przyjechał do mieszkania Ani, Kasi i Marty.
-Po co przyjechałeś? -zapytała Ania z wyczuwalną wrogością.
-Porozmawiać i zobaczyć się z Kasią.
-Kasia leży w szpitalu. Na rehabilitacji. Siadaj. Kawy, herbaty?
-Może być kawa. Co się stało z Kaśką. Miała wypadek?
- Ponad dwa miesiące temu straciła przytomność i przeszła operację mózgu -wyjaśniła, gdy włączyła elektryczny czajnik.  —Po niej zapadła w śpiączkę. Wybudziła się dwa tygodnie temu i dochodzi do siebie. Ale całkowitej sprawności może nigdy nie odzyskać.
-Nawet słowem nie wspomniałaś. Pomógłbym przecież. Mam znajomości.
-Tylko wtedy nie miałabym możliwości zrealizowania planu zemsty na tobie.
-Powinienem podziękować ci, bo wychodzi na to, że zamiast zrujnować firmę i mnie przy okazji, uratowałaś. Kamil działał tak sprytnie, że jeszcze pół roku, a nie miałbym nic.  
-Tak bywa -odparła, zalewając kawę dla niego i herbatę dla siebie.
-Tak szybko wyszłaś, że nie dałaś dojść mi do słowa. Dlaczego uważasz, że ja jestem ojcem dziecka Kasi.
-Marta ma dziewięć lat, a wtedy spotykaliście się. I mam dowód. List, w którym piszesz, że nie masz zamiaru zajmować się dzieckiem.
-To chciałbym zobaczyć go.
-W każdej chwili -odparła, podchodząc do szuflady. —Kasia przez ciebie zaharowywała się, aby utrzymać Martę i mnie.  I nie chodzi o płacenie alimentów. Chodzi mi tylko, o to co jej zrobiłeś.  Proszę twój dowód -powiedziała, podając mu kartkę z logo firmy i paroma zdaniami.
Na dziecko się nie umawialiśmy. Miała to być znajomość bez zobowiązań. Seks za pieniądze. Może jedyny nie byłem i tylko chcesz mnie wrobić. Jestem bogaty i chciałaś coś uzyskać. I nie kontaktuj się więcej ze mną. Inaczej wszyscy dowiedzą się, jaka jesteś naprawdę.
-I to ma być ten dowód?  Zresztą to nie jest moje pismo.
-Mógł napisać za ciebie ktoś inny. Papeteria jest z waszym logo.
- Nie byłem jedynym facetem w tamtych czasach we firmie i nie wykorzystywałbym w ten sposób kobiety. Sam chciałbym wiedzieć kim był ten ktoś.
-Jutro okaże się czy jesteś ojcem Marty. Zrobiłam badania DNA. Udało mi się wyciągnąć chusteczkę higieniczną, którą używałeś.
-Nie miałaś prawa bez mojej zgody -mówił ze wzburzeniem. —Mógłbym podać cię do sądu. I tylko to, że dzięki tobie zdemaskowany został Kamil, tego nie zrobię. Ale będziesz miała przynajmniej dowód, że nie ja jestem ojcem Marty.
-A co z Sandrą? Wytłumaczyłeś jej na spokojnie, że nie chodzi o nasze dziecko, tylko Kasi.
-Tak, ale nie ma to znaczenia już. Rozstaliśmy się.
-Nie zrozumiała, że chodzi o przeszłość? -zapytała mocno zdziwiona.  
-Zanim powiedziałem jej o Kasi, ona powiedziała, że może wybaczyć mi w skok bok, bo zaniedbywała mnie. Zrozumiałem wtedy, że chodzi jej tylko o majątek i pozycję, a nie o mnie. Wracając do Kasi, to czy mógłbym zobaczyć się z nią.
-Na razie nie są wskazane odwiedziny. Nawet mnie nie pamięta za bardzo. Ale jeśli chcesz, to możesz pojechać ze mną i popatrzeć na nią przez szybę. Jadę do niej za półgodziny.
Wizyta w szpitalu była krótka, bo Kasia przechodziła badania i oboje widzieli ją tylko przez szybę.


-Zmieniła się przez te lata -rzekł cicho.
-Sporo przeszła. Najpierw śmierć rodziców, później mną musiała się zająć i jeszcze ta sprawa. Kiedy urodziła się Marta, miałam piętnaście lat i pomagałam, jak mogłam.
-A gdzie teraz jest Marta.
-Na zajęciach z gry na gitarze. Za jakąś godzinę muszę ja odebrać.
Po Martę pojechali razem, a później obie zaprosił na lody.  Dziewczynka okazała się wykapana mamą i była bardzo rezolutna.

Dzień później Ania odebrała wynik na ojcostwo. Wojtek przyszedł również. Ale to co wyczytali zaskoczyło oboje. Test wykluczał ojcostwo Wojtka, ale łączyło go z Martą bliskie pokrewieństwo.
-To, kto? -zastanawiała się Ania. —Kasia była sekretarką twojego ojca.
-Mój ojciec nigdy by nie zdradził mamy -odparł zdecydowanie, ale fakty mówiły co innego. —Oni kochali się i kochają.

-Najwidoczniej masz złe zdanie o ojcu. We wyniku pisze o bliskim pokrewieństwie.